piątek, 12 maja 2017

Uber - niesprawiedliwa ocena klienta

Jeżdżę Uberem, zdarza się. Ostanio zalogowałam się na swoje konto i zobaczyłam, że mam ocenę 4,88. Może był to rezultat przejażdżki mojej mamy z 2 koleżankami po kilku lampkach wina, ale do rzeczy. Nigdzie w regulaminie Uber nie widziałam informacji o tym, ze kierowcy mogą oceniać klienta. Kierowca widzi ocenę po każdym kursie, ale klient dopiero po jakimś czasie. To nie fair. Zapytam Ubera, na jakiej podstawie są gromadzone takie dane. Co Wy na to?

środa, 22 maja 2013

Nicea wiosną

....przereklamowana :-) Ale koncert Depeche Mode był przedni.

Ale... Jeżeli ktos narzeka na komunikację miejską w Warszawie i brak respektowania praw pieszych, koniecznie powinien odwiedzić Niceę.
Jezeli chodnik - to po jednej stronie ulicy. Wszędzie auta.  Wszędzie dogodne parkingi. Komunikacją miejską jeżdżą tylko imigranci. To nie jest miasto dla biednych ludzi. Polecam zblazowanym imprezowiczom. Można się zrelaksować.

sobota, 20 kwietnia 2013

Hotel Gołębiewski w Karpaczu

Byłam tam dwa razy w 2013. Spędziliśmy tam ferie zimowe ze starszym synem i Wielkanoc z całą rodzinką. Opiszę plusy i minusy pobytu.

Zakwaterowanie:
Pokoje rodzinne to dwa, duże, luksusowe, dobrze wyposażone osobne pokoje o łącznej powierzchni ok. 120 m2, połączone podwójnymi drzwiami. Luksus pozostawienia malucha w zamkniętym pokoju obok. Bajka. Super. Pokoje są codziennie sprzątane. Wymieniana pościel i ręczniki. Mydełka, szampony, ciasteczka i woda. Obsługa hotelowa zawsze uśmiechnięta i nastawiona pro-kliencko. Chyba mają dobrą atmosferę w pracy :-) Albo super udają zadowolenie z życia.
Minus: hotel jest ogromny. Warto wziąć ze sobą wózek dla dwulatka. Droga do/od windy wydaje się nie mieć końca.
Uwaga: jeżeli podróżujecie ze starszymi dziećmi, jeden pokój jest tak duży, że w zupełności Wam wystarczy. W każdym pokoju, oprócz łóżek, znajduje się dwuosobowa, rozkładana sofa. Unikać pokoi na poziomie 0/-1

Jedzenie:
super.
Uwaga: na deser brak lodów. Ale można je kupić w restauracji przy recepcji. Multum ciastek. Pycha.
Wszystko świeże i smaczne. Urozmaicone. Polecam. Ciekawostką są machiny do sushi :-) Dużo ryb, sałat. Pyszne zupy.

All Inclusive:
nie opłaca się. No chyba, że ktoś lubi Żywca z kija, Sobieskiego i takie sobie wino. Dla alkoholików opcja jest ok, ale dla piątkowych, dzieciatych pijaków opcja mało atrakcyjna. W opcji "ALL" tylko piwo, wino, soki i wódka. Plus owoce i drobne przekąski (koreczki, ciastka, owoce).

Infrastruktura: dla rodzin z dziećmi, nie ma w Polsce lepszego hotelu. Super baseny, w tym piaskownica dla dzieci, ogromna sala zabaw, odrębna restauracja dla maluchów. Boisko piłkarskie, kręgle, sala z automatami, zajęcia dla dzieci i dorosłych (kino, karate, joga, taniec, samoobrona, zajęcia plastyczne). Stok narciarski bezpośrednio przy hotelu. Polecam szkółkę "Na krawędzi"i kochaną instruktorkę Monikę. Mam 36 lat i nauczyła mnie jazdy na nartach :-)))))
Snowboard, narty - w rozsądnych cenach. Uczą pasjonaci. Sprzęt w dobrym stanie. I uczą skutecznie!


Posumowanie:
ludzi multum, ale tłum rozkłada się po hotelu. Hotel to moloch, ale luksusowy.
Taki Egipt w Polsce. Dla rodzin z dziećmi - nie ma lepszego.
Ale na romantyczny wyjazd absolutnie odpada. Hotel nastawiony jest wyłącznie na rodziny z dziećmi :-) Na razie jestem zachwycona i pasuje mi to!

Minusy:
  • Gabaryty hotelu i tłumy gości. Hotel jest ogromny. Nie da się uciec przed tłumem. Daleko do wind, kina, sali zabaw, centrum Karpacza. Przydaje się wózek dla dziecka.
  • nieciekawa akustyka pokojów. Słychać jak sąsiad bierze prysznic. na szczęście hotel jest nastawiony na "dzieciatych"wiec po 23 panuje absolutna cisza.
Plusy:
  • nastawiony wyłącznie na rodziny z dziećmi. Unikatowy w skali Europy. Wrócimy tam na 100%. Szkoda, że hotel nie wprowadził kart lojalnościowych. Napiszę do nich, upomnę się :-)
  • bardzo czysto! nawet w toaletach!
  • super obsługa w recepcji, na stołówce, panie sprzątające, animatorzy. Ekstra!
  • odrębna restauracja dla maluchów
  • basen, grota solna, 5 saun, grota lodowa
  • cudowne akwaria
  • kino
  • sala zabaw dla maluchów, sala hazardu dla starszych (cymbergaj, piłkarzyki, gry elektroniczne isymulatory dla starszych), boisko
  • niedrogie kręgle
  • jedzenie: urozmaicone i bardzo, bardzo smaczne
  • bliskość stoku narciarskiego (bezpośrednio przy hotelu)
  • dyskoteka
  • hotel nastawiony na rodziny z dziećmi, wózek na basenie nie robi wrażenia
  • atmosfera
Jeżeli macie pytania, czekam na komentarze pod postem. Chętnie odpowiem na wszystkie pytania dotyczące pobytu w Gołębiewskim w Karpaczu.
Pozdrawiam, Konsumentka.



środa, 16 stycznia 2013

Zakupy z dzieckiem

Jestem przeciwniczką zabierania małych dzieci do sklepów. Doprecyzuję. Jestem przeciwniczką nie tylko zabierania dzieci do sklepów, ale również mężów. Zakupy to domena kobieca. Mężczyźni są zbyt zadaniowi. Kiedy facet ma kupić żółty Domestos, to idąc do sklepu kieruje się w stronę półki z chemią i kupuje żółty Domestos. I chociażby lodówka świeciła pustką, to będąc w sklepie nie kupi niczego poza żółtym Domestosem. Kiedyś w sieci krążył świetny rysunek pokazujący drogę po sklepie pokonywaną przez kobietę i mężczyznę.

I jest w tym, przyznam, dużo prawdy. Kobieta idąc do sklepu po żółty Domestos, po drodze zbierze cały kosz zakupów i przydasiów i w rezultacie kupi środek czyszczący, którego reklamę widziała kątem oka w tv, który dodatkowo jest w promocji.
Wrócę do dzieci. Nie znoszę ryczących i wrzeszczących bachorów w sklepie, matek wózkowych, rodziców z kilkutygodniowymi maluchami skulonymi w nosidełkach, próbujących ukryć się przed rażącym światłem świetlówek. Dzieci krzyczących przy kasach, zagluconych, kaszlących, albo ubranych na misia, czerwonych od potu.

Jeżeli już muszę wybrać się na zakupy z dzieckiem, to wybieram sklep, gdzie zakupy będą najmniej kłopotliwe dla dzieciaka, dla mnie i mojego zdrowia psychicznego. Postanowiłam poddać ocenie warszawskie sklepy, właśnie pod kątem przyjazności matce z dzieckiem. Matce, która musi polegać wyłącznie na sobie, ogarniając dzieciaka, zakupy i wszystko wokół.
1. Auchan Łomianki i Wola Park
Zalety:
  • osobne kasy dla uprzywilejowanych, w tym rodziców z dziećmi
  • kasy samoobsługowe
  • czyste toalety
  • głębokie wózki sklepowe (małe ryzyko, że dzieciak z niego wypadnie)
  • panie pakują zakupy do toreb, więc można skupić uwagę na dziecku, a nie na pakowaniu zakupów
  • długie stanowiska kasowe, ułatwiają wyładowanie większych zakupów
  • w sklepie nie jest gorąco, temperatura jest znośna, można zrobić zakupy w kurtce, nie trzeba rozbierać siebie i dziecka (oprócz stoiska z pieczywem)
  • nieźle zaopatrzony dział tekstyliów dla dzieci, przystępne ceny ubrań
Wady:
  • brak zadaszonego parkingu (Łomianki)
  • wysokie progi na parkingu utrudniające przejazd z wózkiem, zarówno sklepowym, jak i spacerówką ze skrętnymi kołami
  • mikroskopijna sala zabaw (Wola Park)
2. Leclerc Bielany
Zalety:
  • najtańsze Lego w mieście i konkurencyjne ceny zabawek
  • nieźle zaopatrzony dział z jedzeniem dla dzieci (lepszy niż Auchan)
  • częste promocje na pampersy/pieluchy jednorazowe
  • cały rok dostępne pieluchy na basen
  • głębokie wózki
  • w sklepie nie jest gorąco
  • wygodny parking (zadaszony) i górny, monitorowany, z wygodnym dla wózków zjazdem do sklepu 
  • duży wybór książek dla dzieci
Wady:
  • bardzo brudne i śmierdzące toalety
  • brak kas uprzywilejowanych i samoobsługowych
  • brak darmowych toreb na zakupy
  • mikroskopijny parking podziemny, wąskie miejsca nie pozwalające na swobodne wyjęcie dziecka z fotelika 
  • krótkie taśmy przy kasach
  • sklep jest mały, jest ciasno
3. Carrefour Bemowo
Zalety:
  • duży wybór zabawek, te robione specjalnie dla sieci sklepów Carrefour są bardzo dobrej jakości
  • duży, wygodny parking
  • duża sala zabaw na terenie marketu
Wady:
  • kasy uprzywilejowane są tak wąskie, że nie ma szans, żeby zostać obsłużonym z dzieckiem poza kolejnością
  • na dziale tekstylnym strasznie śmierdzi chińską gumą, dział z ubraniami jest obok działu dziecięcego, więc boję się tam wchodzić z dzieckiem.
  • słaby wybór jedzenia dla dzieci
  • drogo
  • brak bezpłatnych toreb na zakupy
4. Tesco, Górczewska (dawny HIT :-)
Zalety
  • ubranka F&F dla dzieci - najlepsze bodziaki dla maluchów, niezła jakość i cena
  • częste promocje na pieluchy
  • kasy samoobsługowe
Wady
  • brudne toalety
  • brudno w sklepie
  • brak krytego parkingu





        sobota, 5 stycznia 2013

        Uwaga na ceny w TK Maxx!

        TK Maxx reklamuje się jako sklep, w którym produkty światowych marek można kupić po znacznie obniżonych cenach. Zdarzało mi się nie raz w tym sklepie zdobyć prawdziwe perełki, markowy ciuch, czy kosmetyk, którego cena była do 70% niższa niż w sklepie, np.: bluzka Moschino za 100 złotych, nabłyszczacz do ciała CK za 24 złote, buty Puma za 60 złotych czy Natrurino za 64 złote. Na metce z reguły znajdują się dwie ceny: oryginalna cena producenta i cena sklepu, po obniżce. Ale co raz częściej cena "producencka" jest nieprawdziwa i sztucznie zawyżona. Sklep podaje też, zamiast ceny producenta, cenę za 100 g produktu. Kupujący ma wrażenie, że kupując produkt trafił na supermega okazję, a w rzeczywistości wcale tak nie jest! W przypadku ubrań czy przedmiotów agd ich cenę można sprawdzić w domu i porównać ją z tymi w internecie, a potem zwrócić taki towar do sklepu.
        Niestety kosmetyki nie podlegają zwrotowi.
        Pomadka powiększająca usta: Plump Potion Physicians Formula, 5 gram
        Cena w TK Maxx podana jest za 100g produktu, który kosztuje 399,80 złotych, cena za jedną szminkę to 19,99 złotych.  Na stronie producenta można łatwo dowiedzieć się, że szminka kosztuje w rzeczywistości 9,95 dolarów.
        Oryginalna szminka kosztuje w USA ok. 30 złotych, więc TK Maxx obniża jej cenę o ok. 30%. Podobny zabieg zastosowano przy pudrze. Cena "przed"za 100g. to 147 złotych = 24,99 złote. Na stronie producenta ten puder kosztuje 12,99 dolarów, czyli około 40 złotych.

        Na Amazon.com te produkty można kupić znacznie taniej: szminkę za 5 - 7 dolarów, a puder za 6 dolarów,  co w rezultacie sprawia, że ceny TK Maxx przestają wyglądać atrakcyjnie :-(

        piątek, 4 stycznia 2013

        Test aplikacji Blogger na tablet

        Tego posta napisałam z wykorzystaniem tableta Samsung, 7 cali, 3g. Uwaga nr 1: klawisze są duże i wygodne, ale na klawiaturze dotykowej pisze mi się znacznie lepiej.  Uwaga nr 2: polska czcionka jest dostępna po dłuższym przytrzymaniu klawisza, tak jak w telefonie. Uwaga nr 3: przesyłanie zdjęć trwa dużo dłużej niż na komputerze. Tabletowa wersja Blogggera posiada jedynie podstawowe funkcje, niezbędne do napisania posta. Może minimaliści będą zadowoleni, ale zaawansowani użytkownicy  mogą być zawiedzeni. Jednak pobranie aplikacji jest konieczne do korzystania z Bloggera, bo przez zwykłą  przeglądarkę jest to bardzo kłopotliwe. Na plus: szybkie publikowanie postów i ich edycja.
        A jak sprawuje się sam tablet? Fajna zabawka. Ale o tym będzie w kolejnym poście.

        piątek, 28 grudnia 2012

        Szukam idealnych rękawiczek dla dziecka.

        Albo za krótkie, albo za szerokie.  Nie trzymają się na małych, ruchliwych dłoniach. Marzą mi się takie z przedłużeniem aż do łokcia, jednopalcowe, ale żeby palec dał się łatwo wsadzić, nie przemakalne, z warstwą antypoślizgową wewnątrz, żeby można było się w nich chwycić np. poręczy, albo przytrzymać sznurek od sanek. No i zapinane na rzep albo ze ściągaczem na wysokości nadgarstków, żeby się dobrze trzymały rączek. Synek ma 17 miesięcy. Może macie jakieś dobre pomysły? Od razu skreślam Mothercare, ich rękawiczki mimo, że w opisie są dla dzieciaków od 12 do 18 miesiąca życia, są za małe i za krótkie. Decathlony - za krótkie i z polaru. Bez powierzchni antypoślizgowej. Czasami odnoszę wrażenie, że ubrania dla dzieci projektują ludzie bez wyobraźni, a już na pewno tacy, którzy nigdy nie mieli dzieci.

        Polarowe i krótkie - Decalthlon:
        http://www.decathlon.pl/C-621215-rekawiczki,-szaliki

        A może takie?
        http://www.outdoorzy.pl/3881-neverland-dzieciece-rekawice-narciarskie-kid-3-kolory.html
        Wyglądają całkiem, całkiem...Spróbuję.

        Zaszalałam...ekskluzywne Bertani Amarone Della Vapolicella Classico

        Tym razem wino z wyższej półki. Wyraźne w smaku. Wykwintne. Nie wiem, czy jest warte swojej ceny ponad 100 Euro, ale jeżeli będziecie mieli okazję go spróbować, to się nie wahajcie. Doskonały dodatek do wigilijnej kolacji. Mocno wytrawne, ujawnia bukiet dopiero kilkanaście minut po otwarciu. Pachnie ciepłym morzem i wiatrem.

         http://www.wine-searcher.com/wine-25986-2004-bertani-amarone-della-valpolicella-classico-docg-veneto-italy

        środa, 5 grudnia 2012

        Dave Gahan - Biografia

        Nie dowiedziałam się z książki niczego nowego, ale muszę przyznać, że wydanie ładne. Jak na biografię ilość wątków traktujących o samym Gahan'ie jest nikła. Mało zdjęć. Mało osobista. Tytuł powinien brzmieć: Depeche Mode i Dave Gahan - historia. Tłumaczenie książki jest dość drętwe, brakuje mu lekkości i umiejętności scalania tekstu w logiczną całość.  Dla fana Depeche Mode - lektura obowiązkowa. Dla pozostałych czytelników - niekoniecznie. Biografia Martina - dużo lepsza. Krzychal - szacunek :-)

        Brudne wiaty za siedem milionów

        Ech, miało być o zakupach, a będzie o wiatach przystankowych w Warszawie. Dla niezorientowanych dodam, że owe wiaty kosztowały nas, podatników i mieszkańców stolicy ponad SIEDEM MILIONÓW złotych. Wiaty stoją między innymi na Placu Bankowym, tuż przy wejściu do metra. Wiaty zostały zaprojektowane tak, że nie chronią przed wiatrem, deszczem ani śniegiem. Ot taka polska, ułańska fantazja. Szklano-metalowe twory. Podsumowując: nieużyteczne, drogie okropieństwo. Oczywiście gusta są różne, ale bez wątpienia brudne wiaty wcale nie wyglądają europejsko. Załączam zdjęcie wiaty wieczorową porą. Oto paskudna wizytówka Warszawy. Skoro już wyłożono tyle milionów na projekt i jego realizację, wypadałoby również zakupić: wiadro, mopa i środek czyszczący. 
        ps. o zgrozo, ta sama pracownia architektoniczna zaprojektowała szklane tunele na trasie Toruńskiej. Ja się nie pytam, kto i dlaczego na tym zarobił, tylko kto to umyje? 

        poniedziałek, 19 listopada 2012

        Wina do 30 złotych (i ciut droższe też)

        25/11/2012
        W sobotę przetestowałam kolejne słodkie, białe wino - Château Terrefort Loupiac 2011. Jest mniej słodkie niż Petitt Clos opisane poniżej. Tym razem pozwoliłam sobie na rozcieńczenie wina wodą mineralną i dodanie kilku kostek lodu. Otrzymałam lekki, letni i odświeżający smak.  Smakowało. Cena: nie pamiętam, ale poniżej 30 złotych.


        Kolejnym było Chateau Delmond Sauternes 2008. Białe, półsłodkie, 12% alkoholu, wyraźnie wyczuwalny smak gruszki. Nie powala, ale za 17,99 to całkiem przyzwoite wino na babski wieczór.



        19/11/2012
        Nie znam się na winach. Najbardziej smakują mi te, które w ocenach znawców dostają kiepskie noty. Dziś (19.11) miałam ochotę na Loupiac Château Peitt Clos Jean Cuvee Prestige 2009. Wrażenia? Takie sobie. Smak? Trudno rozróżnić. Słodkie i rozgrzewające. 13% alkoholu, ale wydaje się mocniejsze. Idealne jako aperitif dla teściowej przyzwyczajonej do ziołowej Istrii. Piłam lepsze. Cena: 27,99 zł

        wtorek, 13 listopada 2012

        Zapchany zlew i co dalej?

        Zapchany zlewozmywak? Włosy w odpływie? Niemiły zapach z rur? To oznacza, że przyszła pora na udrożnienie rur. Wypróbowałam środek w granulkach, Kret, oraz żel do rur z Lidla. Każdy potrafi to zrobić, wystarczy uważnie przeczytać instrukcję.
        Kret:
        - żrące opary
        - niewygodny dozownik, granulki mogą się wysypać
        - trzeba wietrzyć pomieszczenie podczas użycia
        - nie wystarczy wsypać preparat, trzeba go jeszcze zalać gorącą wodą
        - wyżera wszystkie brudy, włosy i odpadki
        - śmierdzi
        - zakrętka dość łatwa do odkręcenia przez dziecko, miękki plastik

        Żel Drain Cleaner:
        - łatwy w aplikacji
        - wlewam w odpływ, nie spłukuję
        - nie śmierdzi ani nie wydziela oparów
        - wyżera wszystkie brudy, włosy i odpadki
        - zakrętka nie do otwarcia dla dzieci, trzeba naprawdę mocno ją ścisnąć, 
           żeby odkręcić butelkę, mocny plastik


        Polecam żel, ten z Lidla sprawdził się doskonale, chociaż poprzednio używałam Kreta, z którego też byłam zadowolona. Ale plusem żelu zdecydowanie jest brak oparów.

        Piwo Ciechan Miodowe... się zepsuło :-(

        Byłam do niedawna fanką Ciechana Miodowego, piwa, które nieodłącznie kojarzyło mi się ze smakiem wakacji. Od pewnego czasu piwo, które było pyszne, zmieniło smak. Nie wiem, czy to kwestia używanego miodu, zmian w procesie produkcji czy też przejścia browaru na masową produkcję złocistego trunku. Czytając etykietę zauważyłam, że piwo zaczęli pasteryzować. A wcześniej było niefiltrowane i niepasteryzowane.
        Poniżej moje (subiektywne) wrażenia organoleptyczne:
        Było:
        • mało gazowane
        • miało wyraźny smak miodu
        • osad z miodu na dole butelki
        • niepasteryzowane
        • słodkie, łagodne w smaku.
        Jest:
        •  gazowane, wychodzi z butelki
        •  brak smaku miodu, tylko lekki aromat
        • pasteryzowane- brak osadu z miodu
        • ostrzejsze w smaku, niesłodkie
        Ciechanie, wróć!

        środa, 23 maja 2012

        Pampers kontra Babydream - pieluchomajtki

        Razem z moim dziewięciomiesięcznym synkiem testowaliśmy pieluchomajtki Pampers oraz Babydream Maxi z Rossmanna.
        Młody jest żywym sreberkiem, a od kiedy założenie mu pieluchy zaczęło wymagać niezwykłej szybkości, koordynacji i cierpliwości, postanowiłam spróbować pieluchomajtek. Zaczęliśmy od Pampersów ActiveBoy, w cenie 23 zł za 23 sztuki (cena z warszawskiego Leclerca). Pieluszki mają kiepskie ściągacze. Spadają z brzuszka i słabo się "trzymają", jakby były za duże. Nie byłam też zadowolona z ich chłonności. Pełna pielucha powodowała jej opuszczanie się i przeszkadzała w chodzeniu. Sama pielucha jest dość "płytka". Kilka pieluch miało źle sklejone boczki, nie nadawały się do użycia.
        Synek waży 10 kg, więc Pampersy powinny na niego pasować. Nie zauważyłam natomiast żadnych odparzeń, zmian skórnych ani uczulenia.
        Drugie pieluszki to Baby Dream z Rossmanna.
        Cena 19,90 za 22 sztuki. Są miękkie, a w porównaniu do Pampersów, są głębsze i miększe.
        Nie spadają same z pupy, są chłonne, zakładam je synkowi również na noc. Również brak reakcji alergicznej. dodatkowo mają z tyłu pasek taśmy, która ułatwia zwijanie zużytej pieluchy, zabezpieczając jej zawartość.

        Podsumowanie: 1:0 dla pieluszek z Rossmanna: są lepszej jakości, nieco tańsze niż Pampersy, lepiej dopasowane.

        wtorek, 21 lutego 2012

        Odpowiedź od Nestle w sprawie zmian w składzie mleka

        Przedstawiam Wam odpowiedź od firmy Nestle w sprawie zmiany składu mleka.Firma próbuje się wykręcić. Jak widać, ani słowa o soli ani maltodekstrynie, a jedynie o: "nieznacznych różnicach w zawartości witamin i składników mineralnych". Zachowałam oryginalną pisownię. Nadal nie wiem, dlaczego Nestle nie poinformowało rodziców o zmianie w składzie mleka, a jedynie o zmianie opakowania? A kody kreskowe same możemy sprawdzić aplikacją na smartfonie...

        Na stronie Nestle możemy przeczytać, że źródłem węglowodanów w mleku jest w 100% laktoza. Hmmm, to ciekawe, skoro maltodekstryna również jest węglowodanem. Nobel z matematyki. Przeszłam bezboleśnie na Hippa. Żadnych kolek, żadnych wzdęć, żadnych nieprzespanych nocy.

        poniedziałek, 20 lutego 2012

        Nestle zmieniło skład NAN PRO HA 1

        Post utworzony w styczniu, zaktualizowany 21/02 - ku przestrodze wszystkich rodziców.
        Pod postem pojawiły się nowe, ineteresujące komentarze. Chyba pora zainteresować sprawą UOKiK, bo wygąda mi to na nieuczciwe praktyki rynkowe.

        Co ze mnie za matka. Nie zauważyłam, że nowe mleko NAN Pro H.A. 1 jest nie tylko w nowym opakowaniu, ale także różni się znacznie składem od mleka, które dotychczas było na rynku. O dziwo, na stronie producenta mleka, firmy Nestle, nie ma o tym fakcie ani słowa. Sprawdzcie same.
        strona Nestle z mlekiem 
        Zdziwiła mnie inna, od poprzedniego, konsystencja mleka. Bardziej sypka. Poprzednie mleko było bardziej zbite i przypominało mąkę pszenną. To nowe przypomina krupczatkę. Prawdziwa różnica pomiędzy tymi dwoma mlekami ujawniła się wieczorem - mój pięciomiesięczny malec dostał półgodzinnej kolki. A kolek nie miał od ukończenia czwartego miesiąca życia. Okazało się, że w składzie mleka jest sól kuchenna (chlorek sodu) a dosładzane jest maltodekstryną.
        Nie wszystkim niemowlętom to się spodoba.
        Apel do wszystkich mam - uważajcie na to nowe mleko, ma nie tylko nowe opakowanie i miarkę, ale też nowy skład. Poniżej różnice w składzie. Nowe mleko nie ma w składzie chlorku wapnia, ma za to: fosforan wapnia, maltodekstrynę, chlorek potasu, fosforan potasu, chlorek sodu (sól)
        Sól jest, jak wiemy, niewskazana w diecie niemowląt!

        Stare mleko (produkcja: Niemcy) : x Nowe mleko (produkcja Szwajcaria): y
        laktoza xy
        oleje roślinne xy
        białko serwatkowe xy
        fosforan wapnia y
        maltodekstryna y
        chlorek magnezu xy
        chlorek potasu y
        olej rybi xy
        L-arginina xy
        fosforan potasu y
        L-histydyna xy
        chlorek sodu y
        dwuwinian choliny xy
        L-tyrozyna xy
        witaminy (c, e,a niacyna, kwas pantotenowy, d3, b1,b2,b6,k1,kwas foliowy,biotyna,b12) xy
        tauryna xy
        inozytol xy
        siarczan żelazawy xy
        l-karnityna xy
        siarczan cynku xy
        bakterie xy
        nukleotydy xy
        siarczan miedzi xy
        siarczan manganu xy
        selenian sodu x y
        jodek potasu xy
        chlorek wapnia x

        bardzo podobne opakowania, nowe mleko sugeruje,
        że zmienił się jedynie kształt opakowania oraz miarka

        Nowe mleko

        stare mleko


        Uważam, że producent powinien tę informację umieścić na opakowaniu. Ja rezygnuję z tego mleka. Wybiorę producenta, który będzie jasno i wyraźnie informował konsumenta o zmianach w składzie tak ważnego produktu, jak mleko dla niemowląt.
        O wyjaśnienia poprosiłam infolinię Nestle, będę Was informować na bieżąco.

        Update 13/01/2012
        Jestem po rozmowie z przemiłą Panią z infolinii Nestle - 801333000. Potwierdziła, że nowe mleko różni się od poprzedniego nie tylko opakowaniem, ale również składem. Skład zmieniono, aby zmienić konsystencję mleka. Podobno rodzice skarżyli się, że mleko słabo się rozpuszcza (szczerze pisząc, to tego nie zauważyłam, ale mniejsza o to). Ponadto skład mleka jest zgodny ze wszystkimi normami. Dodatkowo napis na nowym opakowaniu:  o hydrolizowanym białku nie miał sugerować, że nowe mleko zawiera nowe składniki (bo hydrolizowane białko to serwatka, która jest w obydwu mlekach), ale miała być pomocą dla rodziców, którzy mleko H.A. mylili ze zwykłym mlekiem. Zanotowała moje uwagi i obecała przekazać je producentowi. 
        Znajoma dietetyczka potwierdziła moje przypuszczenia, że chlorek sodu mógł zostać dodany do mleka ze względu na jego właściwości wchłaniania wilgoci, przez co produkt pozostaje bardziej sypki. Nie zmienia to faktu, że konkurencja (np. Hipp) nie dodają do mleka początkowego ani maltodekstryny, ani chlorku sodu (sól kuchenna). Maltodekstryna w przemyśle spożywczym łagodzi "chemiczny" smak potraw.Do tego ma indeks glikemiczny dużo wyższy niż zwykły cukier!
        Dla wszystkich mam - do przemyślenia.
        Ja tam wsiadłam w auto i ruszyłam w poszukiwaniu zapasów "starego" mleka. W Leclercu na Bielanach jest go jeszcze sporo, ale w Auchan na Woli pozostało niewiele i zostaje wypierane z półek przez "nowe".

        wtorek, 7 lutego 2012

        Dlaczego sok z malin nie jest z malin?

        A dokładniej: dlaczego soki z malin nie są sokami, ani nie są z malin?
        90% płynów z malinami znajdujących się na sklepowych półkach jest "syropem o smaku malinowym". Niech nie zmyli Was marka: Herbapol, Tenczynek, Paola, Vitax - to nie są soki! To syropy. A w dodatku w składzie, zamiast obok soku z malin często znajduje się sok z marchwi, aronii lub co gorsza sok wieloowocowy. Wiele osób jest uczulonych na aronię, a kupując syrop malinowy mogą być niemile zaskoczeni jej obecnością w składzie napoju.
        Producenci soków nie chwalą się przeważnie składem syropów na swoich stronach internetowych, pozostaje nam, konsumentom, uważne studiowanie etykiet.
        Przykłady? Proszę bardzo:
        1. Herbapol: Malina . Skład: sok malinowy, sok aroniowy, cukier i/lub syrop glukozowo-fruktozowy.
        2. Tenczynek: Sok malinowy. Skład: 0,5% soku z malin - komentarz poniżej.
        3. Paola: Syrop malinowy. Skład: cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, woda, sok malinowy odtworzony z soku zagęszczonego, koncentraty owocowe i roślinne, regulator kwasowości- kwas cytrynowy, barwnik: karmel amoniakalno-siarczynowy, aromat
        Skład: cukier, woda, koncentrat owocowy, regulator kwasowości - kwas cytrynowy, aromat, substancja wzbogacająca - witamina C
        Tenczynek w 2011 r. miał w swojej ofercie "sok malinowy z malin", ale zepsuł go zbędnymi dodatkami. Szkoda, bo był bardzo smaczny. Z 20% składu malin, zostało 0,5%. reszta to cukier i dodatki. Dodatkowo na stronie producenta znajdują się nieaktualne informacje dotyczące składu poszczególnych produktów. Po wykupieniu marki przez Makarony Polskie po dawnym soku zostały tylko wspomnienia. Duuuży minus.
        Na tle konkurencji wyraźnie wyróżnia się Łowicz, który wzbogaca swoje wyroby witaminą C i oprócz cukru nie dodaje zbędnych składników. Skład: cukier, syrop glukozowo- fruktozowy, zagęszczony sok malinowy, woda, kwas cytrynowy: regulator kwasowości, substancja wzbogacająca: witamina C, aromat.

        Polecam soki Polskiej Róży oraz Spiżarni. Nie zawierają niczego, poza sokiem z malin. 
        Ale i tak bezkonkurencyjny pozostaje sok produkowany własnoręcznie przez mojego tatę, którego serdecznie pozdrawiam!
        Na zdrowie.

        czwartek, 2 lutego 2012

        Parkowanie smsem Warszawa

        W Warszawie mróz. Nie działają parkomaty. Postanowiłam zrezygnować z płacenia za parkowanie monetami i sprawdzić, jak działa nowy, mobilny system płacenia za parking przez komórkę. Z poprzednim nie było większych problemów. O nowym naczytałam się samych negatywnych opinii. Postanowiłam sama sprawdzić.Trzy dni temu weszłam na stronę Mobiparking, przeczytałam instrukcję płacenia zaparkowanie komórką. Najpierw aktywowałam usługę. Potem zasiliłam swoje konto odpowiednią kwotą (przelew mBank). I nic. Skontaktowałam się z infolinią firmy, gdzie dowiedziałam się, że moje pieniądze zostaną zaksięgowane na moim koncie do parkowania w ciągu 3 dni, mimo, że na stronie widnieje informacja, że środki powinny być dostępne w ciągu 24h od daty wykonania przelewu. To bardzo ciekawe, co firma przez 3 dni robi z moimi pieniędzmi i pieniędzy setek innych ludzi, usiłujących zapłacić za parking. Dodatkowo smsy, które wysyłam aktywując usługę są płatne. To ja dziękuję za taką usługę. Dam znać, czy uda mi się wreszcie zaparkować i zapłacić za pośrednictwem mobiparkingu.

        Update 07/02/2012
        Nadal nie mogę zaparkować smsem.Jutro złożę reklamację. Naładowałam kartę miejską, tak szybciej i wygodniej, niż męczenie się z cudami techniki.

        czwartek, 22 grudnia 2011

        Dobry chleb w Warszawie

        update 05/12/2012
        Panie uśmiechnięte, ale zmęczone. Dziś znowu zabrakło pączków z czarną porzeczką. Powiem tak - to skandal. Ja wiem, jestem na diecie, ale pączki nie były dla mnie, ale dla kolegów z ochrony. Będę u Was jutro, nie odpuszczę.

        update 07/02/2012
        Grzybki otworzyły punkt sprzedaży na Senatorskiej!
        Hurra! To niedaleko mojej pracy. Spory sklepik, wybór ogromny. Mniam. Wszystkim fanom dobrego pieczywa polecam. Tylko paniom ze sklepu przydałby się czasem uśmiech na twarzy :-)

        22/12/2011
        Pseudochlebowe wypieki z supermarketów od dawna stawały mi w gardle. Najohydniejsze jadłam chyba w Carrfour'rze na Bemowie. Ale te z Leclerca wcale nie są lepsze. Lidlowe bywają jadalne. Pieczywo wypiekane w supermarketach jest robione z mrożonek, najczęściej pochodzących z Rumunii, która jest europejskim potentatem w produkcji mrożonek dla piekarni. Długo szukałam w Warszawie jadalnego chleba. I znalazłam. Pieczywo z piekarni Grzybki. Chleb pozostaje świeży nawet 3 dni, bułki nie są gumowe ani nie kruszą się podczas krojenia...No i ten wybór! Chleb dla diabetyków, orkiszowy, z ziarnami, żytni. Pycha i polecam.

        Piekarnia Grzybki

        Uber - niesprawiedliwa ocena klienta

        Jeżdżę Uberem, zdarza się. Ostanio zalogowałam się na swoje konto i zobaczyłam, że mam ocenę 4,88. Może był to rezultat przejażdżki mojej ma...